Przez wiele lat uczymy się jednej rzeczy:
że trzeba być silnym.
Nie przesadzać z emocjami.
Nie brać wszystkiego do siebie.
Nie być zbyt wrażliwym.
A potem nagle okazuje się, że właśnie ta wrażliwość jest jedną z najbardziej ludzkich części nas.
Bo czym właściwie jest wrażliwość?
Dla wielu osób oznacza coś, czego należałoby się pozbyć.
Ktoś powiedział coś przykrego i długo o tym myślisz? Jesteś zbyt wrażliwy.
Wzruszasz się podczas filmu? Jesteś zbyt wrażliwa.
Przejmujesz się losem innych ludzi? Powinieneś mieć większy dystans.
W świecie, który często nagradza twardość, skuteczność i odporność, wrażliwość bywa traktowana jak wada.
Jak coś, co utrudnia życie.
A jednak coraz częściej myślę, że problem nie polega na tym, że jesteśmy zbyt wrażliwi.
Problem polega na tym, że przez lata próbowaliśmy wmówić sobie, że nie powinniśmy tacy być.
Dlaczego wrażliwość bywa mylona ze słabością
Psychologicznie wrażliwość oznacza zdolność do odbierania i przeżywania świata w sposób głęboki.
Osoby wrażliwe często szybciej zauważają subtelności.
Dostrzegają emocje innych ludzi.
Wyczuwają napięcia w relacjach.
Mocniej reagują na piękno, ale także na cierpienie.
To nie jest wada układu nerwowego.
To jego cecha.
Problem pojawia się wtedy, gdy od dziecka słyszymy komunikaty takie jak:
„Nie przesadzaj”.
„Nie bądź taka delikatna”.
„Musisz się uodpornić”.
Wiele osób zaczyna wtedy traktować swoją wrażliwość jak problem do rozwiązania.
Próbuje ją ukrywać.
Tłumić.
Maskować.
Z czasem może dojść do paradoksalnej sytuacji.
Człowiek przestaje ufać własnym emocjom.
Zaczyna uważać, że skoro coś go porusza, to znaczy, że przesadza.
Skoro coś go boli, to znaczy, że jest za słaby.
A przecież emocje nie są oznaką słabości.
Są informacją.
Mówią nam o tym, co jest dla nas ważne.
Co nas porusza.
Co przekracza nasze granice.
Co ma znaczenie.
Kiedy odcinamy się od wrażliwości
Jest jeszcze coś, o czym rzadko się mówi.
Kiedy próbujemy odciąć się od trudnych emocji, zwykle nie odcinamy się tylko od nich.
Odcinamy się od całego spektrum przeżyć.
Od smutku, ale też od wzruszenia.
Od lęku, ale też od zachwytu.
Od bólu, ale też od głębokiej radości.
To trochę tak, jakby ktoś chciał wyciszyć jeden instrument w orkiestrze i przypadkowo wyłączył całą muzykę.
Dlatego ludzie, którzy przez lata próbowali być „silni”, czasem mówią później:
„Już właściwie nie wiem, co czuję”.
„Nic mnie szczególnie nie cieszy”.
„Mam wrażenie, jakbym był obok własnego życia”.
To nie dlatego, że stali się bardziej odporni.
Często dlatego, że nauczyli się nie słuchać siebie.
Historia, która zdarza się częściej, niż myślimy
Pamiętam rozmowę z kobietą, która przez większość życia słyszała, że jest przewrażliwiona.
Kiedy była dzieckiem, przejmowała się losem zwierząt.
Płakała podczas filmów.
Mocno przeżywała konflikty.
Za każdym razem słyszała podobne komunikaty:
„Musisz być twardsza”.
„Nie możesz wszystkiego tak przeżywać”.
„Ludzie wykorzystają twoją dobroć”.
Przez lata próbowała się zmienić.
Nauczyła się nie pokazywać emocji.
Nie mówić o tym, co ją porusza.
Nie okazywać wzruszenia.
I rzeczywiście stała się bardziej odporna.
Przynajmniej z zewnątrz.
Ale pewnego dnia powiedziała coś, co bardzo zapadło mi w pamięć:
„Wiesz, chyba przez całe życie próbowałam pozbyć się jednej z najpiękniejszych części siebie”.
Myślę, że wiele osób mogłoby powiedzieć to samo.
A może wrażliwość jest siłą?
Nie mam na myśli romantyzowania cierpienia.
Wrażliwość bywa trudna.
Czasem oznacza więcej emocji.
Więcej pytań.
Więcej przeżyć.
Ale oznacza też więcej kontaktu z życiem.
To dzięki wrażliwości potrafimy współodczuwać.
Tworzyć bliskie relacje.
Dostrzegać piękno.
Rozumieć innych ludzi.
To dzięki niej wzrusza nas muzyka.
Poruszają nas czyjeś słowa.
Zatrzymuje zachód słońca.
Może więc problem nie polega na tym, że jesteśmy zbyt wrażliwi.
Może problem polega na tym, że przez lata próbowaliśmy być kimś innym.
Kimś bardziej odpornym.
Bardziej niewzruszonym.
Bardziej „takim, jak trzeba”.
Kilka pytań do refleksji
Jeśli temat wrażliwości jest ci bliski, może warto na chwilę zatrzymać się przy kilku pytaniach.
- Jakie komunikaty słyszałam lub słyszałem o swojej wrażliwości w dzieciństwie?
- Czy traktuję swoją wrażliwość jak dar, czy jak problem?
- W jakich sytuacjach próbuję ukrywać swoje emocje?
- Co by się zmieniło, gdybym przestała lub przestał walczyć z tą częścią siebie?
- Jak wyglądałoby moje życie, gdybym uznał lub uznała, że wrażliwość nie jest wadą do naprawienia?
Bo może wrażliwość nie jest oznaką słabości.
Może jest czymś znacznie cenniejszym.
Sposobem, w jaki życie dociera do nas głębiej.
I być może nie chodzi o to, żeby stać się mniej wrażliwym.
Być może chodzi o to, żeby nauczyć się ufać tej części siebie, która wciąż potrafi się wzruszać, przejmować i zachwycać światem.
To ona często wie o nas więcej, niż nam się wydaje.
